Jak nazwać firmę?
baza wiedzy

W(y)padki nazewnicze w branży motoryzacyjnej

Przemysł motoryzacyjny jest jednym z najważniejszych sektorów światowej gospodarki. Każdego roku na globalnym rynku pojawiają się nowe modele i nowe generacje samochodów oraz motocykli. Z każdym dniem przybywa osób korzystających z samochodu bądź motocykla jako środka transportu. Stanowi to bodziec do intensywnego działania koncernów motoryzacyjnych, które dwoją się i troją, aby pozyskać jak największe grono klientów. Realizację tego celu może niewątpliwie ułatwić odpowiednia nazwa produktu. Warto zadbać o większą świadomość procesów nazewniczych w motoryzacji. Ułatwi to nam uniknięcie niepotrzebnych gaf w tworzeniu nazw samochodów, czemu poświęcony zostanie niniejszy artykuł.

Kulturowe w(y)padki nazewnicze w branży motoryzacyjnej

 
Błędy nazewnicze występują w przemyśle motoryzacyjnym od wielu lat. Specjaliści do spraw marketingu nie mają łatwego zadania. Brak znajomości innych kultur bądź ich niepełne poznanie, nieznajomość języków obcych, niekompetencja w rozumieniu mechanizmów rynkowych – wszystkie te procesy prowadzą do bardzo dziwnych nazw aut. Firmy motoryzacyjne, które dopuściły się popełnienia namingowych byków, stają się niejednokrotnie obiektem żartów, drwin i niezrozumienia ze strony klientów. Nierzadko traci na tym sprzedaż oferowanych pojazdów. Historia motoryzacji zna co najmniej kilkanaście takich przypadków.

Jedna z bardziej bolesnych wtop nazewniczych była dziełem marki Rolls-Royce – pochodzącego z Wielkiej Brytanii potentata luksusowych samochodów. W 1965 roku na międzynarodowych rynkach pojawił się model Rolls-Royce Silver Mist (znany do dzisiaj jako Silver Shadow). Nazwa dziwna, tajemnicza, budząca podziw w krajach anglojęzycznych, gdzie „Silver Mist”, oznacza „Srebrną mgłę”. Jak się okazało, namingowi specjaliści tworząc nazwę produktu nie uwzględnili rynku niemieckiego. W języku niemieckim słowo „mist”oznacza „kupę gnoju”. Podobny fekaliowy klops popełnił koncern Audi. Marka zaprezentowała swój koncept modelu „Audi e-Tron” w 2010 roku na targach motoryzacyjnych w Detroit. Nie byłoby nic dziwnego w nazwie, gdyby nie francuska etymologia słowa „etron”, równoznacznego z polskim słowem „kupa”.

nazwa samochodu

Źródło: Flickr.com

Prawdziwą zmorą dla firm samochodowych jest rynek hiszpański. Pełen żartobliwych wyrażeń, pikanterii i erotycznych skojarzeń – z tym wszystkim muszą się mierzyć producenci wprowadzający swój produkt na rynek hiszpańskojęzyczny. Wpadkę z językiem hiszpańskim zaliczyło wiele firm – począwszy od europejskich przedstawicieli a skończywszy na azjatyckich. O tym, jak zabawnym i nieobliczalnym językiem jest hiszpański, przekonał się – po fakcie – zarząd Chevroleta, który nie sprawdził znaczenia nazwy jednego ze swoich modeli. Stworzona nazwa samochodu „Nova” informowała bowiem hiszpańskiego klienta, że pojazd ten po prostu nie jeździ. Innych, nawet większych mankamentów w nazewnictwie nie trzeba szukać długo. Nazwa jednego z modeli Opla – produkt o nazwie Ascona w języku hiszpańskim oznacza żeńskie narządy płciowe. Prawdziwe apogeum problemów z językiem hiszpańskim przeżywają jednak producenci z Azji. Na światowym rynku pojawiły się takie samochody jak: Mazda Laputa (tłumaczone jako kobieta lekkich obyczajów), Mitsubishi Pajero (w j. hiszpańskim oznacza osobę masturbującą się), Nissan Moco (soba dłubiąca sobie w nosie). Sytuacja wygląda podobnie z drugim językiem romańskim, jakim jest portugalski. W Brazylii obiektem żartów została nazwa auta KIA Picanto ponieważ, gdy rozłożymy nazwę na dwa człony słowa oznaczają zupełnie co innego - „pica” (penis) i „canto” (śpiewać), kierowcy uświadamiają sobie, że prowadzą „śpiewającego penisa”. Jakby problemów było mało, hiszpański nie jest jedynym językiem z którym azjatyckie tygrysy mają kłopot. Ku zdziwieniu wielu osób problemy pojawiły się również z językiem angielskim. Dla turystów odbywających podróż po Japonii, zdziwienie może wywołać spotykane na ulicach Daihatsu Naked. Nagie Daihatsu u niejednego przybysza powoduje ironiczny uśmiech na twarzy. 

ciekawa nazwa samochodu

Źródło: Flickr.com

 

W(y)padków nazewniczych w branży motoryzacyjnej końca nie widać. Amerykańskie koncerny samochodowe nie odstają w tym aspekcie od swoich europejskich oraz azjatyckich konkurentów. Władze koncernu Buick przeżyły niemałe zdziwienie, gdy okazało się, że nazwa produktu „LaCrosse” , który to model został wypuszczony na kanadyjski rynek, oznacza w języku francuskim masturbację. Analogiczna niespodzianka czekała na zarząd Forda. Ulokowany na brazylijskim rynku model „Pinto”, przysporzył firmie niemałych kłopotów, bowiem w tamtejszym slangu jego dziwna nazwa znaczy tyle co „mały penis”. Nazewnicze faux pas zostało również popełnione przez przedstawicieli marki Dodge. Powszechny i ceniony model „Swinger” kojarzy się z zabawą seksualną dużej grupy ludzi, którzy wymieniają się wzajemnie partnerami. Możemy stwierdzić, że wpadki namingowe zdarzają się w motoryzacji od zawsze. Ciężko jest w pełni uniknąć błędów w nazewnictwie, zważywszy na mnogość współczesnych języków. Jednak główne, docelowe rynki tj. angielski, niemiecki czy hiszpański powinny być brane pod lupę podczas tworzenia nazw. Sprawdzenie znaczenia i sensu poszczególnych słów ułatwi uniknięcie ewentualnej kompromitacji przez firmy w branży motoryzacyjnej.

Brygada R(S)

 
Część producentów samochodów i motocykli decyduje się na zastosowanie pojedynczej litery, niekiedy dwóch (czasami wraz z cyfrą), jako nazwy modelu pojazdu bądź dodatku do tej nazwy. Dodanie litery R bądź S lub skrótu RS do nazwy jest trafnym chwytem marketingowym. Podkreśla nieprzeciętny, sportowy charakter prezentowanego pojazdu, wywołując zarazem adrenalinę, o jakiej marzą reprezentanci tego segmentu motoryzacji. Tym sposobem powstały takie nazwy samochody jak Ford Focus RS, Honda Civic Type R, a także motocykle Yamaha R6 czy Aprilia RS 125. Trzeba pamiętać, że istnieje również druga strona medalu tak dobieranego nazewnictwa. Zdarza się, że zestawienie litery i cyfry obok siebie, może tworzyć skrótowe wyrażenie wywodzące się z języka angielskiego, hiszpańskiego i innych. I takiej wpadki nazewniczej w branży motoryzacyjnej dopuściła się firma Audi. Model Q3 padł ofiarą takiego zabiegu. W krajach hiszpańskojęzycznych „Q3” czyta się podobnie jak „cutres”, co stanowi liczę mnogą od słowa oznaczającego osobę słabą.

Jaka zatem powinna być idealna nazwa pojazdu?

 
Nazwa samochodu powinna być prosta. Estetyka i moc brzmienia ułatwią jej zapamiętanie, a zarazem zakomunikują potencjalnym klientom wyjątkowość danego modelu. Niezwykle trafnym przykładem takiego wyboru nazwy produktu jest Ford Mustang. Nazwa ta nie tylko łatwo wpada w ucho, ale przede wszystkim informuje o sile i szybkości tego modelu. Co istotne, nazwa nie powinna przywoływać negatywnych skojarzeń, o których była wcześniej mowa. Wręcz przeciwnie, właściwa nazwa winna budzić pozytywne skojarzenia, związane z bezpieczeństwem, wytrzymałością, przeznaczeniem itp. Idealna nazwa auta powinna mieć również możliwość rozszerzenia czy modyfikacji w przyszłości. O ten zabieg namingowy zadbał Volkswagen. Na podstawie znanego i bardzo popularnego Volkswagena Golfa V, został wyprodukowany Volkswagen Golf Plus. 

Przedstawione historie znanych nazw samochodów powinny uświadomić, że nieważne czy prowadzisz duży czy mały biznes. Jeśli zamierzasz działać na terenie kilku państw, analiza językowa Twojej nazwy jest nie tylko wskazana, ale wręcz niezbędna.

Oceń ten artykuł:

Jak nazwać firmę
Logo dla firmy

Jak zastrzec znak towarowy
Gotowe nazwy dla firm